Barwy czasu


Barwy czasu
Są rzeczy, których współczesny świat już nie zauważa.
Stare maszyny, zużyte narzędzia, popękane drewno, przedmioty po pracy ludzkich rąk.
Kiedyś potrzebne i ważne, dziś często skazane na zapomnienie albo zniszczenie.

Mam do nich szczególny stosunek.
Może dlatego, że przez całe życie pracowałem rękami — najpierw ucząc się rysunku i malarstwa, później projektując obuwie i budując własną pracownię.

W dawnej owczarni moich przodków pod Krakowem stoją dziś stare maszyny szewskie, które przez lata pomagały mi tworzyć buciki Gucio.
Niektóre pamiętają jeszcze czasy przedwojenne.
Kilka z nich sam odrestaurowałem i przez lata codziennie przy nich pracowałem.

Dziś coraz częściej myślę o tym, że przedmioty bywają podobne do ludzi.
Służą, pracują, są potrzebne, a potem świat uznaje je za stare i zbędne.

Może dlatego trudno mi cokolwiek wyrzucić.

Patrzę na te maszyny inaczej.
Widzę w nich nie tylko żelazo i mechanizmy, ale zapisany czas, cierpliwość pracy i ślady ludzkiego życia.

Podobnie patrzę na malarstwo.

Coraz mniej interesuje mnie doskonałość i pośpiech współczesnego świata.
Coraz bardziej interesują mnie:
cisza pracowni, światło padające na stary stół, ślady użycia, przemijanie materii i próba ocalenia czegoś przed zapomnieniem.

Być może właśnie dlatego po wielu latach wróciłem do malowania.

Nie po to, by coś udowadniać.
Raczej po to, by spokojniej patrzeć.

Między sztuką a rzemiosłem
Przez wiele lat moje życie toczyło się pomiędzy sztuką a codzienną pracą.

Najpierw było Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie, później Akademia Sztuk Pięknych i nauka malarstwa u profesorów, którzy bardziej niż techniki uczyli patrzenia na świat.

Równolegle pojawiło się rzemiosło.

Projektowanie obuwia, konstrukcja, technologia i praca ręczna stały się koniecznością życia codziennego, ale także ważnym doświadczeniem.
Po ukończeniu Ars Sutoria w Mediolanie przez wiele lat pracowałem jako projektant obuwia, współpracując z zakładami produkcyjnymi i tworząc własne rozwiązania konstrukcyjne.

Tak powstały buciki Gucio.

Z biegiem czasu coraz bardziej rozumiałem jednak, że sztuka i rzemiosło nie są sobie przeciwne.

W obu potrzebna jest cierpliwość, uważność i szacunek dla materiału.
Ręka pamięta podobne ruchy niezależnie od tego, czy prowadzi pędzel, czy pracuje przy skórze i starych maszynach.

Dziś, po wielu latach, wracam spokojniej do malowania.

Nie traktuję tego jako początku nowej drogi.
Raczej jako powrót do miejsca, które przez cały czas nosiłem w sobie.


 

Powrót
Był czas, kiedy nie mogłem zajmować się malarstwem tak, jak naprawdę chciałem.

Trzeba było pracować, utrzymać rodzinę, szukać miejsca dla siebie w codziennym życiu.
Sztuka zeszła wtedy gdzieś głębiej, ale nigdy całkowicie nie zniknęła.

Projektowałem obuwie, budowałem własną pracownię, konstruowałem maszyny i przez wiele lat żyłem przede wszystkim rzemiosłem.

Dziś myślę, że tamten czas także był potrzebny.

Nauczył mnie cierpliwości, szacunku do pracy ręcznej i pokory wobec materiału.
Pozwolił też lepiej zrozumieć zwyczajne życie, jego ciężar i prostą codzienność.

Do malowania wróciłem po latach spokojniej i bez potrzeby udowadniania czegokolwiek.

Coraz mniej interesuje mnie pośpiech współczesnego świata.
Coraz bardziej cisza pracowni, światło, ślady czasu i samo patrzenie.

Może dlatego dziś maluję inaczej niż kiedyś.

Nie próbuję już niczego zdobywać.
Raczej odzyskuję coś, co przez całe życie było we mnie obecne.


 

Strona wykorzystuje cookies. Pozostając na niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarkiX